Pierwszy.
21,097 km to jednak trochę więcej niż 10 km, które lepiej lub gorzej udało mi się przebiec w Biegnij Warszawo. Czasu też za dużo nie mam, bo Bieg Lwa - owy półmaraton - odbędzie się 18 maja. Na szczęście pomoc znalazłem w jednej z "biegowych" gazet". 12 tygodniowy plan idealnie pasuje zarówno intensywnością, jak i czasem przygotowania to startu.
Drugi.
Imprezy masowe. Mimo zapewnień, że Bieg Lwa nie jest jakąś ogromną imprezą, trochę się obawiam. Moje złe przeczucia wynikają z ubiegłorocznej edycji biegu na 10 km, o którym wspomniałem wyżej.
Zaczęło się super. Masa pozytywnych ludzi, rozgrzewka w rytmie zumby oraz kibice zagrzewający uczestników. Wracając do sprawy. Problemy z organizacją, według mnie, zaczęły się mniej więcej na 2 km. Bardzo wąski punkt pomiaru czasu spowodował, że uczestnicy zaczęli się tłoczyć i przepychać. Momentami było nawet brutalnie. No ale to przecież bieg....tu trzeba się ścigać. Racja. Ale spora część osób, w tym również ja, chciała po prostu się sprawdzić i miło spędzić niedzielne popołudnie. Mówiąc już o brutalności. Na myśl przychodzi mi kolejna rzecz. W biegu, w którym bierze udział około 15 tyś. zawodników nie wszyscy są super sportowcami. W celu uniknięcia przepychanek, spowolnień i różnego rodzaju zatorów wystarczyłoby podzielić uczestników na strefy czasowe, jak ma to miejsce w maratonach. Może najszybszy nie jestem, ale denerwowało mnie trochę zachowanie niektórych osobników na trasie tamujących ruch (na początku szybko, a potem cóż...spacerek środkiem, bo niby czemu kulturalnie zejść na prawą lub lewą stronę trasy, żeby nie przeszkadzać reszcie). Kolejna sprawa - zaplecze medyczne. Tu niestety, nic nie napiszę, gdyż nie chcę psuć sobie humoru po niedzielnym długim wybieganiu. Może jeszcze będzie okazja do tego.
Cóż. Pierwszy post, trochę narzekania, trochę obaw. Mam nadzieje, że wytrwam w postanowieniu i Bieg Lwa będzie pozytywnym epizodem w mojej biegowej "karierze".
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz